Kotun527 maja, piękna, słoneczna, upalna niedziela. W sam raz, aby wybrać się w kolejną podróż po mazowieckich stadionach. Jak to zwykle bywa, pierwotny plan zakładał podróż do innego miejsca niż to, gdzie ostatecznie gościła "Piłka na Mazowszu". W niedzielne przedpołudnie ostatecznym celem był Kotuń.

Miejscowa Iskra występuje w siedleckiej klasie B. W niedzielę o 11.00 podejmowała Liwię Łochów, która wciąż jeszcze mogła mieć nadzieję na zakończenie rozgrywek na miejscu premiowanym awansem do klasy A. Iskra teoretycznie też, ale siedmiopunktowa strata do Olimpii na cztery kolejki przed zakończeniem sezonu nie dawała podstaw, by wierzyć w szczęśliwe zakończenie sezonu.

Na obiekt w Kotuniu należy udawać się od strony ulicy Polnej (blisko Ogrodowej, która z kolei rozpoczyna się mniej więcej na wysokości przejścia podziemnego przy stacji kolejowej) - boisko zlokalizowane jest za budynkiem gimnazjum. Dla kibiców dostępna jest trybuna z trzema rzędami krzesełek. Część z ok. 20-25 osób obecnych na meczu i tak jednak wybrała miejsce za jedną z bramek. Do czasu... Miłe niedzielne przedpołudnie i pogaduszki przerwał arbiter główny spotkania, który zarządził, iż jeśli w ciągu dwóch minut gospodarze nie przekonają wszystkich fanów, by zasiedli na trybunie, mecz nie zostanie dokończony... Podobno dla bezpieczeństwa obserwatorów, bo przecież jakaś zabłąkana piłka mogłaby po strzale któregoś z graczy najpierw gospodarzy, a po przerwie gości, trafić w kogoś siedzących za bramką. Inna sprawa, że trybuna znajdowała się bliżej linii bocznej boiska niż miejsca za bramką zajęte przez kilka osób....

Kotun4Tak czy inaczej mecz chwilę później został wznowiony, dzięki czemu mogłem być świadkiem kilku ciekawych zdarzeń. Przyznam, że kibice z Kotunia mają niezłe poczucie humoru i swoimi komentarzami oraz słowami kierowanymi od czasu do czasu w stronę boiska powodowali radosny nastrój. Jedna z nich miała miejsce ok. 65-70 minuty meczu. Otóż zawodnik z Łochowa przygotowywał się właśnie do wyrzutu z autu, kiedy to z trybun padła "propozycja korupcyjna"... Brzmiała mniej więcej tak: "Dziabnij samobója, stawiam później piwo"... Nie wiem, czy piłkarz był nieprzekupny, czy może uznał, że za samobója należy się co najmniej czteropak, a może po prostu nie usłyszał żartu, tak czy inaczej samobója nie dziabnął...

Jeśli chodzi o grę, rzucał się w oczy jeden istotny element - gospodarze przegrywali większość starć jeden na jeden. W takiej sytuacji trudno było myśleć o wielkiej liczbie sytuacji do zdobycia bramki, co nie znaczy, że takich nie było. Dwie stuprocentowe okazje na wyrównanie w drugiej części gry gospodarze jednak koncertowo zmarnowali, co wywołało spore niedowierzanie wśród panów siedzących na trybunie. - Tego nawet nie strzelili? - dało się słyszeć po jednej z nich. No cóż, nie strzelili, za to sprokurowali rzut karny dla rywala. - Nie strzeli tego karnego - prorokował jeden z widzów. Wiedział co mówi (może jest wróżkiem?), bo jedenastki Liwia nie wykorzystała, ale za to chwilę później nastąpiła skuteczna poprawka i gol ostatecznie padł. 

Kotun2Liwia, której piłkarze otrzymali konkretne instrukcje, jak kończyć akcje ofensywne ("Próbuj, próbuj, nawet z czuba"), ostatecznie wygrała 2:0. Ja natomiast zastanawiałem się, czy aby nie zepsuł mi się zegarek lub też może za mocno słońce mnie nie poraziło - wszystko przez to, że piętnastominutowa przerwa skończyła się gdzieś po upływie minut 10, a i wrażenie odniosłem, że druga połowa może i trwała 45 minut, ale razem z trzyminutowym czasem doliczonym... Ale upał był, więc słońce mogło zrobić swoje.

Na koniec stały tegoroczny element relacji, a więc - tym razem - dialog meczu przeprowadzony między chłopakami siedzącymi na trybunie i sędzią liniowym chyba gdzieś pod koniec pierwszej połowy:

- Panie sędzio, leczo mamy

- Nie wolno nam w trakcie meczu. Ale po meczu może się skuszę.

- Poczekamy.

Ciekawe, czy poczekali...