logofacebookDecyzją Mazowieckiego ZPN na najbliższe 2,5 tygodnia zawieszono rozgrywki ligowe w województwie mazowieckim. Oznacza to, że nie dojdą do skutku planowane na najbliższe trzy weekendy (14-15, 21-22 i 28-29 marca) mecze - jak wynika bowiem z komunikatu, zawieszenie obowiązuje do poniedziałku 30 marca.

 

Zacznę od tego, iż nie jestem specjalistą ani od wirusów, ani jakichkolwiek innych medycznych problemów. Tym zajmują się specjaliści i w ogóle nie zamierzam wchodzić w polemikę i dyskusję na tematy, o których wiem tyle, co większość ludzi. W poniższym tekście podzielę się jedynie swoimi przemyśleniami na temat podjętych działań związanych bezpośrednio lub pośrednio z rozgrywkami MZPN.

Zacznę od tego, iż z komunikatu, oprócz informacji o zawieszeniu rozgrywek, możemy dowiedzieć się, że MZPN zaleca odwołanie wszelkich turniejów i meczów sparingowych. Pytanie, czy zalecenie wszędzie będzie równoznaczne z odwołaniem? Jeśli tak by się nie stało, zawieszenie rozgrywek przestałoby mieć znaczenie...

Jeśli chodzi o odwiedzających obeikty sportowe - zwłaszcza w małych miejscowościach na meczach pojawiają się osoby, które dobrze się znają i widują na co dzień, nie tylko na trybunach. Fakt, że nie będą mogli przyjść na mecz nie uchroni ich więc przed ewentualnym zagrożeniem - nie spotkają się w niedzielę na meczu? Zobaczą się następnego dnia np. w sklepie...

Zastanawia też fakt, że odwołano rozgrywki ligowe na Mazowszu, gdzie - w przypadku jeśli grałyby wszystkie klasy rozgrywkowej i grupy i na każdym meczu byłoby po 100 osób, w ciągu weekendu na tych spotkaniach pojawiłoby się 20-21 tysięcy osób, i to pod warunkiem, że policzymy także piłkarzy i sztaby szkoleniowe (mowa jedynie o rozgrywkach seniorskich), za to nic nie słyszałem o zamknięciu centrów handlowych np. w Warszawie, gdzie jednego dnia przewija się od 50 do 150 tysięcy osób... Czyżby łatwiej coś "złapać" w kontakcie z mniejsza liczbą osób (w dodatku znajomych) niż w kontakcie z (przypadkowym) tłumem?

"Lepiej zapobiegać niż leczyć" - głosi mądra maksyma. Trudno się z nią nie zgodzić. Tyle że aby zapobiec szerzeniu się wirusa, należałoby całkowicie ograniczyć życie publiczne - nie tylko odwołać imprezy masowe, zamknąć uczelnie, szkoły, kina czy muzea, ale też centra handlowe, restauracje... Należałoby też zamknąć dworce i zawiesić jakiekolwiek dalekobieżne połączenia... Oczywiście każdy też powinien przesiedzieć 2-3 tygodnie w domu na urlopie. Bez tego nie ma szans na powstrzymanie wirusa, a jedynie na spowolnienie jego rozprzestrzeniania się. Wszak zanim u kogoś wirus zostanie potwierdzony, ten ktoś zdążył już spotkać się  z wieloma innymi osobami, które potencjaknie mógł zarazić. I choć te osoby zostają objęte potem kwarantanną, to przecież zanim to nastąpi, wirusa mogły przekazać dalej... Problem polega na tym, że życie publiczne nie może zostać całkowicie sparaliżowane - ktoś musi upiec chleb, ktoś go dostarczyc, ktoś kupić.... Ktoś musi ludzi zawieźć do pracy, ktoś inny musi byc w urzędzie, by najstarsi mogli w terminie otrzymać emerytury... Przykładów można podać wiele. Pod uwagę trzeba też wziąć czynnik ludzki - przecież wielu jest takich, którzy nawet mając zalecenia, by siedzieć w domu przez dwa tygodnie, ma problem, aby przez ten czas w ogóle się z niego nie ruszać (choćby krótki spacer czy wyjście do sklepu). Część osób w ogóle nie zaprząta sobie głowy odpowiedzialnością...

Co dalej? Powinniśmy spodziewać się, że do 30 marca liczba zarażonych liczona będzie w setkach, a więc wielce prawdopodobne, iż runda wiosenna nie ruszy także na początku kwietnia. Możliwe nawet, że sezon nie zostanie dokończony. "Piłka na Mazowszu" będzie na bieżąco monitorować kolejne decyzje MZPN.