zzzzAmur48 godzin zajęło mi zastanawianie się, czy w ogóle pisać cokolwiek o pobycie na stadionie w Wildze, czy też może zostawić jedynie krótką informację na profilu facebookowym. Głównie ze względu na notoryczny brak czasu (a tu jeszcze tyle goli do uzupełnienia i weryfikacji). Ostatecznie jednak krótko postanowiłem swój niedzielny pobyt opisać, aby odpocząć nieco od uzupełnianek.

To był pierwszy tegoroczny wyjazd, który doszedł do skutku. Tydzień wcześniej planowałem pobyt w Zajezierzu, gdzie odbywał się mecz na szczycie radomskiej Klasy B, ale z różnych przyczyn nie dotarłem na miejsce. Dlaczego akurat Wilga, skoro grały tam dwa najsłabsze zespoły grupy II Klasy A Warszawa? Cóż, grali o 10.00, więc i łatwiej przetrwać dwie godziny, niż np. o 13.00, gdy odbywał się mecz na szczycie grupy III Klasy B Warszawa, który miałem chęć obejrzeć.

Wyjazd nie mógł się oczywiście obyć bez komplikacji. Wpadłem na jakże genialny pomysł, by z drogi wojewódzkiej nr 801 skręcić w lewo (Trakt Słoneczny?) i tam po prawej poszukać ulicy Szpaka. Odnalezienie właściwego miejsca zajęło mi chyba ze 25 minut. Serio, nie przyszło mi do głowy, by skręcić w wąską leśną dróżkę... Wszystkim udającym się na obiekt Amura (i nie korzystającym z GPS) polecam jechać więc wojewódzką, z której obiekt klubu z Wilgi jest widoczny po lewej stronie (kierunek jazdy - z Warszawy) i problemu z jego znalezieniem nie ma żadnego... Swoją drogą może gmina pomysłałaby o jakimś utwardzeniu tejże dróżki biegnącej przy obiekcie? Przy takiej pogodzie, jaką mamy obecnie, zrobilo się trochę piasku... Dodam od razu, że boisko Amura jest bardzo fajnie położone, wśród drzew, które dają trochę cienia siedzącym na krzesełkach (o ile mecz rozgrywany jest o odpowiedniej porze)

Na mecz dotarłem mocno spóźniony. Według mojego czasomierza piłkarze powinni biegać już po boisku od co najmniej pół godziny, wkrótce jednak miałem przekonać się, że byłem w błędzie. Najwyraźniej spotkanie rozpoczęło się ze sporym, ok. 25 minutowym opóźnieniem. Tak czy inaczej i tak zdążyłem przegapić jedną z bramek. Uprzejma pani sędzia, biegająca za linią boczną z chorągiewką, poinformowała, że goście prowadzą 1:0. Zresztą przez większą część meczu odnosiłem wrażenie, że to przyjezdnym z Krzaków Czaplinkowskich bardziej się chce, że gospodarze, mający jeszcze przed meczem minimalne szanse na uniknięcie degradacji są pogodzeni z losem. Nie oznacza to jednak oczywiście, że w ogóle Amur nie próbował coś stworzyć (miał nawet dwie poprzeczki, trafił też ze spalonego), ale zbyt często (zwłaszcza w drugiej części gry) brakowało dokładności, czasem też pomysłu i... kogoś, do kogo można byłoby zagrać piłkę. Nadstal z kolei do pierwszej bramki dołożył przed przerwą drugą (z rzutu wolnego), a po trzecim trafieniu w zasadzie kontrolował przebieg meczu, tylko czasami pozwalając, by bramkarz też miał zajęcie, a nawet, by wyjmował piłkę z bramki.

zzzzAmur2Ostatecznie mecz zakończył się wysokim zwycięstwem (5:1) przyjezdnych, a najbadziej ze strzelenia gola ucieszył się ten, który ustalił wynik meczu. Podobno to bramkarz, któremu przyszło biegać po boisku (tak usłyszałem) i dlatego tak wielką radość okazywał, iż udało mu się trafienie na koncie zapisać. Z gratulacjami pospieszył nawet ten, który akurat w bramce stał, musiało to więc chyba rzeczywiście dla strzelca być wielkie wydarzenie. Porażka przesądziła o degradacji Amura, Nadstal spadł już wcześniej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, iż obydwie ekipy w kolejnym sezonie znów staną naprzeciwko siebie. MZPN może bowiem ustalić, iż w Klasie B będą rywalizować w tej samej grupie.

Na trybunach gościł z synem sympatyk Nadstalu lub znajomy zawodników z Krzaków Czaplinkowskich. Bardzo młody człowiek czasem miewał trafne spostrzeżenia. Na przykład zauważył, że zawodnik przygotowujący się do wykonania stałego fragmentu gry (rzut wolny z własnej połowy) nie będzie uderzał na bramkę, bo jest za daleko. Potrafił też zadać zaskakujące pytanie. Jego ojciec opowiadał o tym, iż kiedyś (gdzieś) dwie drużyny miały przygotowane jedynie stroje o podobnej kolorystyce i żeby się nie myliło, jedna drużyna grała bez koszulek. Dzieciak po chwili zastanowienia zapytał, czy sędzia też był goły, ale odpowiedzi chyba nie otrzymał... Ogólnie rzecz biorąc fajnie, że na obiektach w niższych ligach pojawiają się rodzice z dziećmi czy młodzi panowie/panie z sympatiami. Miło popatrzeć i posłuchać...

Biorąc pod uwagę panujący tego dnia upał jestem pełen uznania, że piłkarze dali radę biegać za piłką przez 90 minut (zwłaszcza, że przerwa między połowami była mocno skrócona). Mnie gorąco bylo na krzesełku i to mimo tego, że drzewo dawało nieco cienia. Było ciepło do tego stopnia, że nie jestem pewien, czy w pobliżu trybuny był grill, czy też może to był tylko mój pomeczowy, wieczorny sen. Nie robiłem też zbyt wielu zdjęć, ani też nie próbowałem (poza kilkoma próbami na początku mojego pobytu) "złapać" na nagraniu gola, dlatego też udało mi się jedynie uwiecznić trafienie... ze spalonego dla Amura.