zzzAmigos3To ostatnia niedziela... chciałoby się zaśpiewać. Na zakończenie sezonu ligowego wybrałem się do Sulejówka. Tym razem jednak celem nie była obserwacja jednej z miejscowych Victorii, a rywalizacja w Klasie A. Amigos Warszawa podejmował właśnie w Sulejówku AKS Zły Warszawa.

 

Dla Amigos to był niezwykle istotny mecz. Korzystny wynik mógł dać tej ekipie prawo gry w barażach o pozostanie w Klasie A pod warunkiem, że CKS Celestynów osiągnie gorszy rezultat (czyli przegra w przypadu remisu Amigos lub nie wygra, jeśli Amigos wygrają). Może to właśnie ten fakt i czekająca trudna przeprawa z AKS Zły powodowała, że już przed meczem trener gospodarzy nerwowo przechadzał się tu i ówdzie. A może przeczuwał późniejsze boiskowe wydarzenia?

AKS, który nie grał już o nic, ma za sobą całkiem udany sezon. Co prawda nie udało się wywalczyć awansu do wyższej klasy rozgrywkowej, ale miejsce w ścisłej czołówce mówi samo za siebie. Już przed meczem wiadomo więc było, że jeśli Amigos liczą na szczęśliwe zakończenie sezonu, muszą zagrać perfekcyjnie w obronie. Już początek meczu pokazał jednak, że do perfekcji jest daleko - kilka prostych strat na własnej połowie, z których jedna zakończyła się bramką znacznie utrudniły zadanie. A gdy padł drugi gol dla AKS Zły i do przerwy widniał wynik 0:2, jasne stało się, że potrzeba będzie piłkarskiego cudu, aby losy spotkania odmienić.

O dziwo niewiele brakowało, aby taki cud nadszedł. Amigos strzelili kontaktowego gola, a kilka chwil później mogli doprowadzić do wyrównania, ostatecznie jednak drugiej okazji wykorzystać się nie udało. Kto wie, może kolejne trafienie na tyle dodałoby wiary gospodarzom, że ci zdołaliby uzyskać korzystny wynik? Tak się nie stało, a AKS po krótkiej dekoncentracji wrócił na właściwe tory, dołożył trzy trafienia i ostatecznie wygrał, przesądzając o losie Amigos, którzy kolejny sezon spędzą w Klasie B.

zzzAmigos2I w zasadzie krótką relację mógłbym już zakończyć, ale postanowiłem jeszcze wspomnieć o jednej z sytuacji z udziałem sędziego asystenta, która nie tylko mnie zdziwiła, ale była wręcz niezrozumiała. Do zagranej piłki zmierzającej w kierunku bocznej linii boiska próbował dobiec jeden z graczy Amigos. Niestety, arbiter boczny... zablokował jakąkolwiek próbę przejęcia piłki, gdyż podążał mniej więcej na równi z nią tuż przy linii bocznej, a może nawet... po linii lub przed nią (o tym niżej). Zawodnik zmierzający do piłki odpuścił, chcąc prawdopodobnie uniknąć zderzenia z sędzią, zresztą nie wiadomo, czy zdołałby przejąc piłkę przed linią boczną. Gdy piłka znalazła się poza boiskiem, atakujący zawodnik rzucił do sędzięgo coś w stylu: "Panie sędzio, przeszkadza/przeszkodził mi pan". Pretensje jak najbardziej słuszne - arbiter nie może zawodnikom utrudniać gry. Tymczasem boczny sędzia za zwrócenie uwagi postanowił nie dość że okrzyczeć zawodnika Amigos, to jeszcze zagroził, że za chwilę może dostać drugą żółtą kartkę (zapewne jedną już miał - nie notowałem, kto dostawał kartki). Pytanie - za co? Za to, że arbiter boczny utrudniał grę? A nawet jeśli był w tej sytuacji prawidłowo ustawiony - to co było w tej wypowiedzi zasługującego na karę? Sorry, ale to właśnie ów sędzia jako jedyny w tej sytuacji zasłużył na kartkę. Nie za blokadę, rzecz jasna, a za późniejszą reakcję. Jeśli oczekujemy od piłkarzy, że będą trzymać język za zębami, to spokoju powinnismy także wymagać od rozjemców, prawda?

Mniej więcej od tego momentu zacząłem baczniej przyglądać się poruszaniu się za linią boczną asystenta sędziego. I stwierdzenie "za linią boczną" jest w tej sytuacji sporym nadużyciem. Owszem, doskonale rozumiem, że jeśli sędzia obserwuje wydarzenia boiskowe, by nie przegapić, faulu, spalonego, itp., może zdarzać się sytuacja, że przypadkiem przekroczy linię boczną, ale jeśli notorycznie asystent znajdował się obydwiema nogami (lub przynajmniej jedną) na boisku, a w najlepszym przypadku stał na linii (a linia to też boisko), to coś tu nie gra... Pół biedy, gdyby działo się to tylko wtedy, gdy rywalizacja toczyła się akurat po przeciwnej stronie boiska lub w środku pola gry... Czy w takiej sytuacji można było dziwić się zawodnikowi, iż zwrócił winowajcy uwagę, że ten przeszkadza w grze?

Może podobne sytuacje zdarzają się często na meczach niższych lig, może to tylko ja miałem do tej pory szczęście i podobnych zdarzeń nie zaobserwowałem. Tak czy inaczej, choć sędzia asystent też człowiek i ma prawo się zdenerwować, oczekiwałbym, by żądając kultury i spokoju u zawodników sam także spokój zachował, zwłaszcza jeśli zawodnik zwraca się do niego kulturalnie. Tym bardziej, że do innych elementów pracy sędziowskiej czepiać się nie ma powodu. Wszystkim arbitrom, piłkarzom, trenerom i kibicom życzę na kolejny sezon dużo spokoju, fajnej gry, mnóstwo goli i okazywania szacunku wobec siebie nawzajem. Kolejny wyjazd - nie wcześniej niż w sierpniu.